Jesteś tutaj
Home > MTB > MARATONY ŚWIAT > Austarlijskie piekło, czyli najstarszy i najcięższy na świecie etapowy wyścig mtb CrocodileTrophy

Austarlijskie piekło, czyli najstarszy i najcięższy na świecie etapowy wyścig mtb CrocodileTrophy

Crocodile Trophy to najstarszy etapowy wyścig mtb na świecie, nazywany przez zawodników żwirowo-drogowym piekłem. Został uznany za najtrudniejszy, najgorętszy i najbardziej ryzykowny etapowy wyścig rowerów górskich na świecie. Crocodile Trophy to wielkie wyzwanie i marzenie każdego kolarza. Zawodnicy muszą walczyć o jak najlepszy czas w skrajnych i wyczerpujących warunkach klimatycznych północno-wschodniej Australii., w Wielkich Górach Wododziałowych. Piach, wiatr, temperatury sięgające ponad 50 stopni Celsjusza, i wszechobecny pył.

18-26 października 2014 roku odbędzie jubileuszowa 20.edycja wyścigu. Ważną informacją jest to, że organizatorzy postanowili przyłączyć się do Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI).

W Crocodile Trophy mogą wystartować profesjonaliści i amatorzy. W tym roku do pokonania będzie 9 etapów, 770 km i w sumie 17 000 m przewyższeń.

Etap 1 Smithfield (5 okrążeń) 35 km/900 m przewyższeń

Etap 2 Cairns – Lake Tinaroo 89 km/2500 m

Etap 3 Atherton – Atherton 96 km/3000 m

Etap 4 Atherton – Atherton 90 km/2700 m

Etap 5 Atherton – Irvinebank 122 km/2500 m

Etap 6 Irvinebank – Mt. Mulligan 145 km/2600 m

Etap 7 Mt. Mulligan – Granite Gorge 118 km/2100 m

Etap 8 Granite Gorge – Wetherbe 115 km/1900 m

Etap 9 Wetherbe – Port Douglas (Time Trial) 40 km/500 m

Wpisowe niebagatelne 2490 PLN od osoby,plus jeszcze kilka opłat za nocleg itp. Za to na kolację w ramach opłaty można zażyczyć sobie piwo.

Miejscem gdzie kolarze będą pokonywać ten trudny maraton są wschodnie tereny Australii. Trzeba pokonać góry, ekstremalne warunki dzikich australijskich terenów i upały. Każdego roku trasa maratonu jest inna, ale zawsze trudna. Dla każdego uczetnika to prawdziwy test na wytrzymałość. Zawodnicy pokonują nie tylko trudne i różnorodne trasy, także unoszący się wokół pył i wysokie temperatury dochodzące do 50 stopni C. The „Crocodile Trophy” dla kolarza górskiego jest tym czym Tour de France dla szosowca.

W 2008 roku dwudziestoletni wówczas Wojciech Stefaniak z Opola jako jedyny Polak stanął na starcie morderczego rajdu po bezdrożach Australii. Stoczył walkę z upałem, kurzem, samym sobą – i wygrał: dojechał do mety. Skąd pomysł Wojtka na takie wyzwanie? Jak mówi, planował wystartować w którymś z wyścigów wieloetapowych MTB, a pewnego dnia w jednej z gazet rowerowych w Polsce ukazał się konkurs, gdzie do wygrania było wpisowe na Crocodile Trophy jako nagroda za 1 miejsce. Spróbował i wysłał odpowiedź na pytanie konkursowe. Po 3 tygodniach otrzymał informację, że wygrał wpisowe „na krokodyla”! Marzenie stało się rzeczywistością. Dotarł do Australii sam z 26 kilogramowym bagażem, w którym znalazło się dziesięć zapasowych dętek, przerzutki i bandaże.

Z pierwszego dnia rajdu zapamiętał tylko niesamowity ból wszystkich mięśni, głód i kurz, który wdzierał się wszędzie. Po pierwszych czterdziestu kilometrach miał ochotę zsiąść z roweru, zrzucić te dwa kółka z najbliższej skały i wrócić do domu.

– Wtedy pomyślałam, że przecież nie po to tłukłem się przez pół świata, żeby teraz tak zwyczajnie się poddać – mówi Wojtek Stefaniak. – Nacisnąłem mocniej na pedały i dojechałem do grupy, która właśnie mi uciekła. Na mecie tego pierwszego etapu, po przejechaniu 80 kilometrów, byłem nieprzytomny.

Do ekstremalnych warunków musiał przygotować nie tylko swój organizm, ale także sprzęt. Z fabrycznego roweru, który kupił na tę okazję, nie zostało praktycznie nic. Trzeba było sprowadzić wzmocnioną ramę, przerzutki i hamulce. Dobrać odpowiednie siodełko i kierownicę. Sprzętu szukał po całej Polsce i świecie (internet jest dobry na wszystko).To było kosztowne, ale znaleźli się sponsorzy, którzy postanowili wesprzeć chłopaka – był przecież jedynym Polakiem biorącym udział w tej imprezie.

– Wiedziałem, że czeka mnie coś niezwykłego, coś, co nigdy później mi się nie przytrafi, więc zrobiłem chyba wszystko, żeby się do tego przygotować – mówi Wojtek. – Jeździłem, majstrowałem przy rowerze, szukałem sponsorów, zbierałem grosz do grosza. To chyba cud, że się udało. Cudów zresztą było więcej, ale już na samej trasie.

Pogoń za krokodylem, czyli Crocodile Trophy, to rajd elitarny. Elitarny, bo maksymalnie może wziąć w nim udział 99 zawodników. Przyjeżdżają z całego świata, a są wśród nich nie tylko amatorzy, ale także zawodowcy.

– Tego pierwszego dnia jechałem w pierwszej grupie i złapałem lekkiego doła, kiedy grupa mi uciekła, a ja nie mogłem jej dogonić – opowiada chłopak. – Dopiero wieczorem dowiedziałem się, kto obok mnie jechał. Był to aktualny mistrz Europy w rajdzie MTB 24-godzinnym, mistrz Belgii i kilku zawodników, którzy mają na swoim koncie duże osiągnięcia. Zrobiło mi się lepiej na duszy i na kolejnych etapach już ich nie goniłem. Byłem przy nich za malutki.

Trasa liczyła 1134 kilometry, po australijskich bezdrożach. Nawet jeżeli na mapie zaznaczona była droga, to z góry można było się domyślić, w jakim jest stanie. W Australii tylko w miastach i między dużymi aglomeracjami można zobaczyć asfalt. Pozostałe drogi to szutrowe ścieżki, na których lepiej sprawdzają się terenówki niż zwykłe samochody osobowe, o rowerach nie wspominając.

– I nawet te szutrowe drogi mają różne klasy. Klasa pierwsza oznacza, że droga została utwardzona szutrem, klasa druga to droga, którą co jakiś czas ktoś przejechał, więc jest teoretycznie wyrównana, a klasa trzecia to po prostu ścieżka wysypana żwirem – tłumaczy Wojtek. – Już chyba nigdy nie będę narzekał na polskie drogi. Po australijskich jeździło się jak po tarce.

Rajd podzielony był na dziesięć etapów. Każdego dnia zawodnicy mieli do pokonania około stu kilometrów, w nieprzekraczalnym czasie. Towarzyszył im 50-stopniowy upał, kurz i piasek. Nie było sposobu, żeby siebie i sprzęt przed nim zabezpieczyć. Wdzierał się między przekładnie przerzutki biegów i hamulce.

– Hamulce zawiodły na czwartym etapie. Jechało mi się bardzo ciężko, koła nie chciały się kręcić, nogi odmawiały posłuszeństwa. Myślałem, że już zupełnie opadłem z sił, a przecież to była dopiero połowa rajdu. Na mecie zorientowałem się, o co chodzi. Cały ten etap przejechałem z zablokowanym tylnym hamulcem. Nie miałem swojej ekipy, więc na trasie nikt nie zwrócił na to uwagi.

Co jakiś czas na trasie ustawione były punkty, na których zawodnicy mogli się napić i coś przekąsić. Podawano głównie owoce. Problem w tym, że jeżeli nie miało się ze sobą ekipy, to trzeba było samemu szukać swojego bidonu i swojej porcji jedzenia. Dla Wojtka to był czas stracony, nie do nadrobienia, więc bardzo rzadko korzystał z takich posiłków. Jedynie napełniał bidon, bo pić się chciało. Codziennie jego organizm wchłaniał siedem litrów wody.

– Ale głód czułem praktycznie przez cały czas – wspomina.

Wojtek dziesięć dni spędził na rowerze. Nie przejmował się brakiem własnego teamu i zaplecza technicznego. To nic, że hamulce w rowerze zatarły się od piachu, a buty zaczęły obcierać. Pierwszy etap, z którego niewiele zapamiętał, poszedł mu świetnie – na mecie był 33. Drugi był jeszcze lepszy, bo zakończył go jako 21. zawodnik.

Trzeci etap, uważany za najtrudniejszy, bo prowadzący górskimi drogami, ukończył na 22. miejscu. Czwarty dzień to trzy przebite dętki, problemy techniczne z rowerem i 59. miejsce na mecie.

– Moim założeniem była trzydziesta pozycja. Na czwartym etapie przycisnąłem i odrobiłem straty. Na mecie byłem dwudziesty. Szło mi świetnie aż do etapu siódmego – mówi.

Siódmy etap był pechowy – poszły kolejne dętki, hamulce nie działały, rower nie chciał jechać. Sił zaczęło brakować, a i motywacji ubyło – grupa uciekła i wtedy Wojtek przestał przejmować się wyścigiem. Zaczął podziwiać krajobrazy.

– Najwspanialszą chwilą był moment, kiedy dojechaliśmy do mety – mówi Wojtek.

– Wyznaczono ją na plaży. Ocean był błękitny, a piasek złoty. Ludzie rzucali rowery, krzyczeli z radości i biegli do wody.

Po powrocie do domu Wojtek odstawił rower na jakiś czas, nie miał ochoty jeździć. Mam nadzieję, że szybko mu przeszło.

Źródła: www.nto.pl, www.bikeradar.com, www.crocodile-trophy.com, przeglad.australink.pl

Dodaj komentarz

Top