Jesteś tutaj
Home > TURYSTYKA > BESKID NISKI > Beskid Niski – szlakiem Łemkowskich wiosek

Beskid Niski – szlakiem Łemkowskich wiosek

Beskid Niski to mało znane pasmo górskie. Gdzie jest położone wiedzą głównie Ci, którzy tam byli. O Beskidzie Niskim zazwyczaj pisze się jako o o końcu świata. Faktycznie i ja dotarłam w miejsca, jak ja to nazywam pośrodku niczego i jeździłam drogami prowadzącymi donikąd. Kolejny las, kolejna przełęcz, kolejna przeprawa przez rzekę, gdzieś po drodze kilka zabudowań i mnóstwo łekmowskich krzyży. Jednak dla mnie to miejsce kojarzyć się będzie z czasem, który mam wrażenie tutaj płynie inaczej. Wolniej, jak Wisłoka, która niespiesznie przelewa swoje wody. Beskid to nie jest miejsce dla tych, którzy się śpieszą. Tu warto zatrzymać się przy licznych krzyżach, rozejrzeć się po miejscach Łemków, pogapić się na kopki gór. Warto zanurzyć się w Beskid Niski i zacząć żyć jego rytmem. 

Proponowana przeze mnie trasa rowerowa to pętla szlakiem łemkowskich wiosek. Pierwszy raz o Łemkach usłyszałam pracując w Bieszczadach. Poznałam wtedy historyka zajmującego się ich losami. Opowiadał mi o nich. To niezwykle ciekawe i piękne. Zupełnie jak Beskid Niski. Nie dziwią mnie zachwyty nad tymi górami. Mają w sobie coś magicznego, coś co sprawia, że kiedy tam jesteśmy, zdaje nam się, że przenieśliśmy się w inną czasoprzestrzeń.

Trasa, którą proponuję to trasa szlakiem opuszczonych łemkowskich wiosek. Trasa o długości 42 km, podłoże mieszane. Przewyższenia to ok 300 m. Zalecany rower górski lub trekkingowy. Stopień trudności średni. Trudności na trasie: na żółtym szlaku pieszym wielokrotne przekraczanie Wisłoki, czasem trzeba zdjęć buty i przejść wpław, do tego dwa kilkukilometrowe podjazdy.

Początek trasy w Krempnej. Z centralnego skrzyżowania wsi skierowałam się na Kotań. Ze skrzyżowania po kilkuset metrach podjazdu odsłonił się widok na dolinę Wisłoki i pobliskie wzgórza. Przez pierwsze 17 km trasa prowadzi doliną Wisłoki, kierując się do stóp Dębiego Wiechu, gdzie rzeka ma swój początek.

Widok na Beskid Niski ze wsi Krempna
Widok na Beskid Niski ze wsi Krempna

Główną drogą, choć główna, to ruch niemal zerowy,  szybko dojeżdżamy do wsi Kotań. Drogowskaz w prawo pokieruje nas do cerkwi pod wezwaniem śś Kosmy i Damiana 1782 roku.

Cerkiew pod wezwaniem śś Kosmy i Damiana
Cerkiew pod wezwaniem śś Kosmy i Damiana

Sprzed cerkwi należy wrócić do głównej drogi. Kolejna urokliwa wieś, do której dojechałam to Świątkowa Mała i tu kolejna piękna cerkiew, pd św Michała Archanioła. Nieopodal cerkwi pozostałości cmentarza. Dziwne to uczucie myśleć o Łemkach, którzy kiedyś tu żyli, modlili się, dorastali, chodzić między ich grobami i patrzeć na krzyże… bo tylko tyle po nich pozostało.

Sprzed cerkwi wróciłam na główną drogę i na moją trasę. Po dwóch kolejnych km dojechałam do granicy Magurskiego Parku Narodowego.

Beskid Niski, wjazd na teren Magurskiego Parku Narodowego
Beskid Niski, wjazd na teren Magurskiego Parku Narodowego

Kolejne 2 km i znalazłam się  w dawnej wsi Łemkowskiej Rozstajne położonej w miejscu, gdzie potok Ryjak wpada do Wisłoki. Tu skierowałam się za znakiem do Nieznajowej. Wjechałam na drogę szutrową  i jadąc wzdłuż Wisłoki dojechałam do wsi, której już nie ma.

Dojechałam do miejsca gdzie do Wisłoki wpada potok Zawoja. To tu była nieistniejąca już wioska Nieznajowa. Kiedyś były tu domy, w nich rodziny, codzienne życie. Nieznajowska cerkiew grekokatolicka była ponoć jedną z piękniejszych na Łemkowszczyźnie. Teraz panuje tu martwa cisza. Wszyscy łemkowscy mieszkańcy wsi zostali wywiezieni do Związku Radzieckiego w 1945 roku. „Dobrowolnie”.  W bezludnej okolicy aż do 1969 roku funkcjonował zakład karny. Wieża cerkwi zwaliła się na początku lat 70. ubiegłego wieku, reszta zapadła się wcześniej. Odrzwia stoją w cerwi-muzeum w Bartnem. Przy wejściu do doliny, na tablicy informacyjnej jest zdjęcie jakiejś rodziny, domu… Tutejsi Łemkowie na pewno kochali tę dolinę, te pola, a musieli je opuścić. Nie da się w takich miejscach pozostać obojętnym.

Czas ruszać, czekają kolejne piękne miejsca.  Na skraju Nieznajowej potok Zawoja wpada do Wisłoki. Nie ma mostu. Przejechać się nie dało, woda po kolana. To pierwsza przeprawa tej trasy.  Po dostaniu się na drugi brzeg wjechałam na żółty szlak pieszy. Szlak cały czas biegnie wzdłuż Wisłoki. Nie pamiętam ile razy trzeba się przez nią przeprawiać, co najmniej 5 na pewno. Czasem da się przejechać, ale buty będą mokre. Jeżeli chcemy mieć suche buty radzę przejść.

Schronisko w Radocynie
Schronisko w Radocynie

Jadąc cały czas prosto dostałam się do wsi Radocyna. Jest tu schronisko, a przez okno przy tarasie kupimy „podstawowe podstawy” życiowe. To już prawdziwy koniec świata. Miejscowi machają ręką, gdy mnie widzą na rowerze: „Tam dalej już nic nie ma!” Dalej tylko las, góra, a potem kolejna… A w schronisku na tarasie stoły, ławy. Przy parzonej kawie z okienka miałam ogromną przyjemność porozmawiać z drwalami, pracującymi w pobliskich lasach. Jakże inaczej wygląda życie mieszkańców tego „końca świata”. Praca w lesie często zaczęta już po podstawówce i tak przez kolejne czterdzieści parę lat. Tu nie ma innej możliwości. Inny świat, o którym my, miastowi nawet nie myślimy.  Zapytani czy chcieliby inaczej żyć uśmiechają się: „A niby jak, my przyzwyczajeni do tego, nam tu dobrze”.

Sprzed schroniska trzeba wrócić się do mijanego wcześniej mostku. Tu włączyłam się w Transgraniczny Szlak Rowerowy. Najbliższe dwa kilometry do jazda szutrówką pod górę na Przełęcz Długie. Dwa kilometry drogą łemkowskich krzyży. Na zaledwie 2 km minęłam ich z 8, część ładnie zachowana, po części pozostały tylko cokoły. Zauważyłam, że są dwa rodzaje łemkowskich krzyży. Jedne z czymś w rodzaju wnęki, czy kapliczki w cokole, drugie to krzyże na cokole pełnym.

Ostatnie metry podjazdu, ostatni krzyż, znak początku Transgranicznego Szlaku Rowerowego i jestem na Przełęczy Długie. Piękny widok. Górki niewysokie, takie jak lubię. Rozległe łąki i … nic poza tym. Spokój, spokój, spokój.

Beskid Niski, widok z Przełęczy Długie
Beskid Niski, widok z Przełęczy Długie.

Na Przełęczy Długie kończy się wspomniany wyżej szlak Transgraniczny, a zaczyna Karpacki Szlak Rowerowy, którym dojadę aż do Krempnej, gdzie pętla trasy się zamknie. Z Przełęczy Długie za szlakiem zjechałam starym asfaltem do wsi Wyszowatka. Kilka chałup, trochę bydła rogatego… raczej osada niż wieś.

Za Wyszowatką znowu nic poza drogą i widokami. Szlak Karpacki prowadzi dalej przez wieś Grab, do Ożennej, gdzie skręciłam w lewo. Tu  od razu podjazd. Długi na 3 km, starym asfaltem, miejscami mocno pogryzionym przez zęby czasu. Początek podjazdu dość męczący, za to z widokami po obu stronach drogi.

Na ostatnich metrach pierwszej części podjazdu ktoś dodał otuchy…

Beskid Niski, koniec długiego podjazdu
Beskid Niski, koniec długiego podjazdu

Potem wjechałam w las, jeszcze trochę wspinania, a na górze… jedno z piękniejszych miejsc na trasie. I jednocześnie najwyższy punkt dzisiejszego przejazdu – 650 m npm. To punkt widokowy i miejsce, gdzie kiedyś była łemkowska wieś Ciechania. Niestety z punktu widokowego nie zobaczymy żadnych pozostałości wioski. Cmentarz jest nieco poniżej drogi, którą jechałam.

Stąd już tylko w dół, do samej Krempnej. Ponad 10 km zjazdu, przeważnie przez las, potem pośród łąk. Żal kończyć trasę. Chciałoby się jeszcze i jeszcze. Ale jak mawiała Scarlet O’hara w „Przemineło z wiatrem” – „Jutro też będzie dzień”. Jutro też będzie dzień, kolejny w Beskidzie Niskim.

Droga w kierunku Krempnej
Droga w kierunku Krempnej

Zapis trasy znajdziesz poniżej, kliknij napis traseo.

Informacje: http://www.lemko.pl/

Dodaj komentarz

Top