Jest MOR, a chciałoby się more, czyli czego brakuje na Green Velo

Wczoraj po raz pierwszy natknęłam się na MOR. A było to w Oblęgorku. Na szlaku Green Velo MOR to Miejsce Obsługi Rowerzystów. Nazwa kojarzy mi się z Biurem Obsługi Klientów. Czyli powinnam spodziewać się, że ktoś mnie obsłuży. Nic bardziej mylnego. W MOR-ze rowerzysta musi obsłużyć się sam. To znaczy ustawić rower i usiąść na ławie.

Na tablicy przy MOR-ze napisane jest, że: “Wyposażone są w wiaty, ławy. U-kształtne stojaki rowerowe, tablice informacyjne oraz kosze na śmieci”. Sensacja, kosze na śmieci! Toż to wyjątkowe wposażenie. Dalej czytamy: “MOR-y pozwalają na odpoczynek, schronienie się przed deszczem oraz uzyskanie informacji o atrakcjach w najbliższej okolicy […] Trzeba jednak pamiętać, że są to jedynie miejsca odpoczynku, a nie biwakowania”.

MOR Green Velo w Oblęgorku

MOR Green Velo w Oblęgorku

Hmm… i tu nasuwa mi się kilka wątpliowści. Po pierwsze o czym poinformowały mnie wspomniane tablice.

Pierwsza, że jestem w Miejscu Obsługi Rowerzystów, co mija się z prawdą, bo co najwyżej jest to miejsce dla rowerzystów, czyli MDR. Dobra, nie czepiam się słówek 😉

Druga, że to inwestycja Unii – wielka tablica, żeby nikomu nie umknęło kto utopił tu pieniądze.

Trzecia przedstwia ogólny zarys i statystyki Green Velo. Może i słusznie, bo inaczej nie uzyskałabym informacji, że trasa przemierza 140 gmin.

Gdzie zatem mam szukać informacji o atrakcjach w najbliższej okolicy, o czym wspomniano na tablicy? Otóż najpewniej w telefonie, a kto jest starej daty, jak ja, to w papierowym wydaniu przewodnika, który trzeba odpowiednio wcześniej zakupić. Inaczej się nie da, informacji o atrakcjach nie ma, a z chmur też nic nie wyczytamy.

Nie komentuję informacji, że owe miejsce wyposażone jest w kosz.

Kolejna funkcja, wydawałoby się ważna: ochrona przed deszczem, może burzą, czasem latem trafia się grad. No i tu moje pytanie, jak w tej wiacie z dziurami na wszystkie możliwe strony schować się przed żywiołami przyrody? Dodatkowo wiata jest mała, widocznie projektanci nie liczyli na to, że na Green Velo przyjedzie 15 osobowa wycieczka.

Na koniec nakaz odpoczywania, a nie biwakowania. A co jeśli przed zmierzchem złapie nas ulewa i trzeba będzie spędzić tam noc? Takie rzeczy się zdarzają. Aha! Już wiem! Oni doradzają, żeby tu nie biwakować, bo i tak zmokniemy. Co za troska.

Podsumowując. Nie wiem gdzie podziały się te miliony zainwestowane w Green Velo, bo raczej nie MOR-ach. Szkoda, bo to właśnie taka infrastruktura świadczy o szlaku. Chciałabym zobaczyć wiatę taką jakie bywają w górach, osłoniętą z trzech stron, gdzie bezpiecznie mogę przeczekać wahania pogody.

A może mam za duże wymagania? Może po Green Velo należy jeździć tylko przy ładnej pogodzie? Może powinni to zaznaczyć na tablicy informacyjnej.

Jest MOR a ja od Green Velo chciałabym more.

Zdjęcia MOR-ów: internet.

Posted in TURYSTYKA and tagged , .

8 Comments

  1. Doskonale rozumiem autora tekstu, natomiast wyobrazam sobie (po częsci na skutek usłyszanych zapewnień organizatorów na konsultacjach społecznych) że MOR i inne produkty projektu jest szkieletem/fundamentem na którym wraz z rozwojem turystyki rowerowej urosną miesnie i ścięgna które bedą w stanie zaspokoic chociaz czesc bardziej zaawansowanych potrzeb. Łatwo jest krytykowac z domieszką sarkazmu. Wszystko w naszych rękach. Ostatnio miałem okazje uczestniczyc w działąniach zmierzajacych do zdobycia funduszy na tandemy miejskie (dla niewidomych chociażby) i miasto pomogło. Jeżeli czegoś brakuje autorowi to polecam zajecie sie tym po tak wnikliwej i kąsiliwej analizie. Będzie MORe…nie od razu Rzym zbudowano.

    • Rozumiem i Twoje podejście do tematu. Każdy ma prawo do swojego zdania. Ja też. Tekst to moje odczucia i raczej stwierdzenie faktu niż sarkazm. Jeżeli ktoś układa tekst na tablicę MOR-u i widzę tam jak byk napisane: że ma chronić przed deszczem, to ja chcę to widzieć i móc się schronić przed deszczem. A ca mam? Wiatę z takimi dziurami, że przed żadnym deszczem mnie nie ochronią. Czysta praktyka. Dlaczego nie można było zrobić budowli, która mnie-rowerzystę ochroni? Nie wiem także w jaki sposób projekt Green Velo ma być szkieletem do jakichkolwiek działań i rozwoju, skoro nawet nie ma się kto zaopiekować szlakiem i infrastrukturą po zamknięciu projektu. Co do działań, to akurat mocno tkwię w środowisku rowerowym i sprawę Green Velo miałam na co dzień. Dlatego wiem, jakie tam były niedociągnięcia, błędy i nietrafione decyzje. Stąd też żal, że można było lepiej, a jest trochę byle jak i to nie kwestia pieniędzy a decyzji.

  2. Tak sobie myślę, że w sumie to i tak nikt mi przecież nie zabroni rozbić namiotu kilka metrów za wiatą. Co do samych wiat to jak cię deszcz złapie na trasie to i tak zmokniesz jak kura zanim do tego całego mora dotrzesz 🙂

    Kolejna sprawa, ze lepiej spożywa się posiłek siedząc przy stole, niż na kamieniu gdzieś w lesie. Co do samych informacji, to chyba nikt nie wyrusza przypadkiem trasą Green Velo i raczej wcześniej zaznajamia się z mapą i ewentualnymi atrakcjami, które warto odwiedzić.

    Te tablice to raczej zamieścili sami dla siebie, aby móc spojrzeć sobie w oczy (na co wydali te prawie 300 milionów złotych) hehe. Na koniec jeszcze sama trasa, którą także wiele osób krytykuje. Jak dla mnie ok, jako trasa turystyczna oczywiście,

    Ktoś kto pragnął zobaczyć kolejną ścieżkę rowerową dla niedzielnej przejażdżki z rodziną, raczej nich przy takich ścieżkach zostanie, a tych w miastach obecnie nie brakuje.

    Każdy oczywiście ma prawo do własnego zdania ale tez i nikt nikogo do podróży tą trasą nie zmusza przecież. Zawsze można się dalej tłuc głównymi drogami między samochodami i zatrzymywać się na obiad w przydrożnych zajazdach.

    • Oczywiście każdy z nas pisząc swoją opinię ma rację. Ja po prostu czego innego spodziewałam się po infrastrukturze szlaku liczącego ponad 2000 km. W lesie zmoknę to prawda, ale szukając schronienia i trafiając na MOR będę mokła dalej. Wiaty dla turyty pieszego są całkiem inaczej skonstruowane – turysta ma tam ochronę przed deszczem i wiatrem, czyli że można zrobić to inaczej. Czepiam się, bo jak sam wspomniałeś poszła na to kupa kasy, a niedoróbki są aż nadto widoczne. Mam żal, bo wiem, że pracowali nad tym urzędnicy – nie rowerzyści. To nie jest grzech nie być rowerzystą, natomiast jeśli robi się ogromny projekt dla rowerzystów to nie można mieć ich za przeproszeniem w du… A sam pomysł GreenVelo – pochwalam w 100%

  3. Hej, na Twój blog natknąłem się dwa lata temu, w komentarzu na innym blogu pod postem o Green Velo. Byłaś jednym z pierwszych sygnałów, że coś może pójść nie tak. I chyba nie poszło.

    Jesteśmy po dwóch wizytach na Green Velo, między innymi w Twoich rejonach:

    http://www.znajkraj.pl/szlakiem-green-velo-z-kielc-do-sandomierza

    … i zaczynamy się zastanawiać, czy kolejne mają sens. To znaczy, czy Green Velo zmienia coś na tyle w podróżowaniu rowerem po Polsce, by wybierać właśnie te miejsca, do których prowadzi. Czy nie lepiej jechać gdzie indziej, gdzie chociaż serce nie będzie bolało, że zmarnowano taką ogromną, prawdopodobnie jedyną dla wschodniej Polski, szansę? 🙁

    Blisko nas mamy odcinek zaczynający się w Elblągu – wydaje się, że to wymarzona trasa na długi weekend majowy czy czerwcowy. A jednak… jechać po to, by szukać szlaku i starać się nie widzieć miliona oznaczeń? Ech.

    Szkoda, szkoda.

    Z pozdrowerem! 🙂

    • Hmm… smutne to wieści… moje zdanie o Green Velo jest bardzo osobiste… byłam na konsultacjach, paru spotkaniach z reprezentacjami województw prze które przebiega trasa…. i już wtedy wiedziałam, że robią to ludzie, dla których pasja rowerowa jest obca. To byli urzędnicy i tylko tyle. I mam wrażenie, że wyszła urzędnicza trasa Green Velo. Ani więcej, ani mniej…
      Pozdrawiam serdecznie,
      aga

  4. Hej, natknęłam się na wpis dopiero teraz, dlatego przepraszam, że odświeżam. Jako stowarzyszenie zajmujące się turystyką rowerową mamy za sobą 2 wyprawy na green velo. W 2016 roku od Elbląga do Białegostoku. W tym roku od Białegostoku do Krasnegostawu, trochę zbaczliśmy ze szlaku, bo to nasze okolice i wiemy, jaką trasą jedzie się najlepiej. Uwagi mamy podobne, szlak różni sie bardzo w różnych gminach, w niektórych jakby projektował i budował go ktoś, kto nigdy nie wsiadł na rower. MORy spełniałyby swoją rolę, gdyby były lepiej zabudowane i miały jakieś stacje obsługi z kluczami i pompką. I tablice typu “tu jesteś a to i to możesz zobaczyć w okolicy”. Tymczasem najważniejsze są unijne tablice. Szlak jest fajny, rozwojowy, ale można było to zrobić od razu lepiej, tym samym kosztem, tylko trochę myśląc jak rowerzysta. Najlepsze na green velo są spotkania z rowerzystami z drugiego końca Polski, rozmowy, wymiana uwag. Szlak jakoś gromadzi ludzi na tej samej trasie, przyciąga ich i to jest fajny efekt.

Dodaj komentarz