Jęstę zwierzę terenowę

Teraz wiem to już na pewno. Po sezonie podzielonym sprawiedliwie pomiędzy rower szosowy, a rower górski, mogę śmiało powiedzieć, że “jestę zwierzę terenowę” i wolę mtb . Chyba zawsze to wiedziałam, choć również “od zawsze” marzyłam o szosie. Patrzyłam zazdrosnym okiem na szosowców w ładnych ubrankach, w ładnych skarpetach… takich Pro, że ho, ho! I tak bardzo chciałam być Pro jak oni.

Jak to mówią, uważajcie o czym marzycie, bo się spełni. Mam szosę.

Ja i Chuda

Niemal dwa miesiące zajęło mi przestawienie się na tryb “jazda szosowa”. Oznaczało to tylko tyle, żeby za bardzo nie rozglądać się po polach i lasach i nie żałować, że nie można tam wjechać. Nie było łatwo, ciągnęło mnie na tak zwane boki. Był taki jeden moment, kiedy nawet zrozumiałam o co w tej szosie chodzi. A jednak nie “pykło”. Lubię jazdę po asfaltach, natomiast do miłości to daleka droga.

Teraz wiem, że na szosę to ja mam za duży temperament. Lubię kiedy pod kołami roweru się dzieje! 😀  Lubię kiedy od przyrody oddziela mnie tylko opona, kiedy mogę poczuć pod kołami roweru zmienność terenu, kiedy niemal za każdym razem jest inaczej!

To jest magia mtb 😀

Widok na Klonówkę w Paśmie Masłowskim

Na samą myśl o tym  szeroko się uśmiecham. Ogromna różnorodność podłoża przy naszych czterech porach roku daje mi niemal nieograniczone możliwości terenowe. Znajome trasy odkrywam  na nowo, za każdym razem znana mi droga może być inna: przed deszczem, po deszczu, w suszy, w wiosennych roztopach albo skuta lodem. I właśnie to jest dla mnie radocha! Nie ma nudy 😀 Mogłabym napisać, że wypad rowerem w teren jest, jak to mawiał Forrest Gump, jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo co się trafi, no ale o tym przecież wszyscy już wiedzą.

Widok na Łysicę ze zboczy Pasma Daleszyckiego z góry Zdobiec

Do tego jazda w terenie to ciągle nowe wyzwania. Za każdym razem coś się dzieje…

Czasami bywa trudno…

…wypłukane po deszczu ścieżki, jesienne i wiosenne błota, listopadowy śnieg czy styczniowa zmarzlina. W mtb nie wystarczy tylko wytrzymałość, tu nie ma łatwo. Jest trudno i trudniej.

No ale przecież to, co wymaga wysiłku jest najpiękniejsze.

Może dlatego tak to kocham? W mtb pokonuję siebie za każdym razem. Te moje rowerowo-terenowe włóczęgi przed siebie, to ciągłe pokonywanie nowych przeszkód.  Nie ma nic lepszego jak poczucie, że się udało. A jeśli nie za pierwszym razem, to za kolejnym. Jest co zdobywać 😀

Tak… jestę zwierzę terenowę i nie mogę doczekać się jesieni, bo w terenie jesienią jest najpiękniej 😀

 

 

 

Posted in BLOG and tagged .

Dodaj komentarz