“Jaka piękna tragedia, ech…” czyli pewna ścieżka rowerowa pod lupą

“Jaka piękna tragedia”, to tytuł piosenki mojego ulubionego Kabaretu Moralnego Niepokoju. Pasuje do sytuacji jak ulał. Pojechałam dzisiaj zobaczyć sławną już w Kielcach ścieżkę rowerową przy ulicy Obrzeżnej, zbudowaną w ramach Tras Rowerowych Polski Wschodniej, dumnie nazywanych Autostradą Rowerową. Jadąc wspomnianą ścieżką przekonałam się, że pojęcie autostrady jest bardzo pojemne.


Idea poprowadzenia wschodnią częścią Polski trasy rowerowej bardzo mi się spodobała od samego początku. Uważam, że te przebogate krajobrazowo i kulturowo regiony zasługują na taką właśnie super atrakcję turystyczną. Na zakończenie realizacji projektu Green Velo czekam z wielką niecierpliwością.  Coraz częściej jednak, mam wątpliwości co do jakości realizacji tego przedsięwzięcia. 

Dzisiaj po przejechaniu ścieżki przy ulicy Obrzeżnej w Kielcach było mi zwyczajnie przykro. Poczułam się zlekceważona, jako rowerzystka, która potrafi myśleć i ocenić to, co widzi. Nie sądziłam, że taki bubel można nazwać ścieżką. Na tak krótkim fragmencie nie widać spójności, ani koncepcji. Słownik synonimów on line podpowiada mi wiele określeń na realizację tej roboty: bylejakość, partactwo, niestaranność, mierność i jeszcze 53 inne słowa. Rozmawiałam dziś z jednym z mieszkańców ulicy Obrzeżnej, usłyszałam: “Zobaczycie (rowerzyści), jak wam to ładnie popłynie po deszczach”. Ma rację. Czego nie zniszczy deszcz, zniszczą samochody wyjeżdżające np. z bram. 

{gallery}galerie/ulicaobrzeżna{/gallery}

Na to, co dzisiaj zobaczyłam brak mi słów. Nie rozumiem dlaczego inwestycje, które powinny służyć długie lata robione są jak towar tymczasowy, zastępczy. Ktoś nad tym panuje, kontroluje? Istniejąca dziś ścieżka za kilka lat będzie raczej tylko wspomnieniem i chyba nawet nie napiszę, że pięknym. 

“Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech…”

Do przeczytania również artykuł: tutaj

Czytaj więcej...

Warsztaty na dwóch kółkach, czyli rower w pracy

Rower to jeden z ważniejszych wynalazków w historii transportu. Jego wygląd i wykorzystanie zmieniały się na przestrzeni wieków. Służył przede wszystkim jako środek transportu, sprzęt do uprawiania sportu ale i pracy. Rower dał możliwość stworzenia stanowiska pracy przemieszczania się razem  z nim. Po odpowiednim przystosowaniu poruszali się nim szlifierze, fryzjerzy, krawcy, szewcy i sprzedawcy. Jeszcze do połowy ubiegłego wieku można było spotkać te wspaniałe rowery na ulicach małych miast na południu Europy. Obecnie nie używane  już rowery-warsztaty są bohaterami wystaw i książek. 

Czytaj więcej...

Wykręć sobie smoothie

Zaczniemy od teorii, smoothie to zmiksowany i schłodzony napój na bazie owoców, o gęstej i kremowej konsystencji. Pyszne i zdrowe. Z pewnością będzie smakować lepiej kiedy wykręcimy go sobie jadąc na rowerze. Z rowerami z Love Smmothie Bike jest to możliwe. Smoothie Bike to rower stacjonarny z blendrem zamontowanym przed kierownicą, połączony z napędem.

Czytaj więcej...

Panie z Cappuccino Cycling Club w charytatywnym kalendarzu 2015

Cappuccino Cycling Club to klub rowerowy założony przez grupę przyjaciół mieszkających w Harrogate, North Yorkshire. Już sama nazwa sprawia, że ich lubię, tak jak moje ulubione cppuccino. Celem klubu jest oczywiście promocja kolarstwa, a że działają w jednym z najpiękniejszych zakątków w Anglii tym większa dla klubowiczów radość z jazdy. W klubie prężnie działa sekcja pań. To właśnie kolarki z Cappuccino Cycling Club są bohaterkami kalendarza na 2015 rok. Wspaniałe kobiety porzuciły rowerowe stroje na rzecz pięknej bielizny. Celem kalendarzowej akcji jest zebranie funduszy na pogotowie lotnicze. To charytatywna akcja wzorowana jest na znanej nam sprzed piętnastu lat akcji z legendarnym już kalendarzem Pań z Rylstone Women’s Institute w North Yorkshire.

Czytaj więcej...

Dieter “Didi” Senft zwany El Diablo rezygnuje z kibicowania na tourach

Jestem pewna, że każdy wielbiciel wielkiego kolarstwa i wielkich tourów widział starszego Pana przebranego za Diabła. Jest nieodłącznym elementem krajobrazu na trasach Tour de Frnace i Giro d’Italia. Ten miły starszy pan to Niemiec Dieter “Didi” Senft nazwany, od diabelskiego przebrania, El Diablo. Od dwóch dekad Didi pojawia się na trasach wyścigów jako diabeł z trójzębem w dłoni.El Diablo jest nie tylko fanem kolarstwa, jest znanym wynalazcą. Skonstruował ponad 120 wyjątkowych rowerów, w tym największego roweru w kształcie gitary. 

Czytaj więcej...