Jesteś tutaj
Home > PORADY Z ŻYCIA WZIĘTE > Wyścig po płaskim – dla mnie to nie takie proste

Wyścig po płaskim – dla mnie to nie takie proste

Nadszedł czas na moje nowe rowerowe wyzwanie. Całkiem nowe, całkiem inne od tego co do tej pory rowerowo robiłam. Zostałam zaproszona przez organizatorów Bydgoszcz Cycling Challenge  o zostanie ambasadorką imprezy, a co się oczywiście z tym wiąże, o start w wyścigu. Zgodziłam się bez chwili wahania. Lubię nowe wyzwania, a kolarskie to już bardzo. Miło mi, że ktoś mnie zaprosił, a jeszcze fajniej, że będę mogła promować nową widowiskową imprezę. Bo też nie jest to zwykły wyścig. To połączenie kryterium ulicznego i eliminatora.

Kryterium uliczne jak sama nazwa wskazuje to wyścig rozgrywany na ulicach miasta. Zazwyczaj to kilka okrążeń na danej trasie, generalnie może trwać około godziny. Trudnością mogą tu być ostre zakręty, wąskie uliczki i jazda w grupie, co nie jest takie proste. Eliminator z kolei to wyścig polegający na starcie w grupach, z której najlepsi przechodzą do dalszych etapów wyścigu, a w finale pojadą najlepsi wyłonieni podczas eliminacji, krótko mówiąc system pucharowy.

Wyścig Bydgoszcz Cycling Challenge odbywać się będzie na Trasie Uniwersyteckiej. Od razu zerknęłam co to takiego. Otóż to nowa droga z mostem nad rzeką Brdą.

Trasa Uniwersytecka Bydgoszcz

Nocą wygląda bajecznie…

Trasa Uniwersytecka Bydgoszcz

Pierwsza myśl, że to most – może wiać. Przy deszczu i wietrze będzie już ciężko.

Kolejna myśl, która trochę zmroziła mi serce, że ten wyścig jest po PŁASKIM! Zupełnie inna jazda, niż ta, do której jestem przyzwyczajona.

Trasa wyścigu

Tu czeka mnie najzwyczajniejszy sprint, a ja jestem typowym ‚góralem’, kocham podjazdy i jazdę interwałową. Mój organizm po męczącym podjeździe szybko się regeneruje, szykując się na kolejny podjazd. Wyścig po płaskim to ciągły wysiłek, nie ma zmiłuj, nie ma chwili wytchnienia. Od startu do mety trzeba dawać w palnik ile wlezie. Ten wyścig to eliminator, do dalszego ścigania przechodzą tylko najlepsi. Nie ma miejsca na odpuszczanie.

Ci, którzy interesują się kolarstwem wiedzą, że są dwa… no może trzy rodzaje kolarzy: sprinterzy, górale i Ci od wszystkiego. Sprinter to człowiek, który musi mieć mięśnie ze stali. Musi mieć moc, żeby przede wszystkim się rozpędzić, a potem utrzymać jak najdłużej maksymalną prędkość. Sprinter lubi krótkie wyścigi na całej mocy. Generalnie poznacie ich po rozbudowanych mięśniach nóg. Uda mają wielkie, żeby miało co tę wspomnianą moc generować. Góral z kolei to osoba o dużej wytrzymałości. Dają radę na długich dystansach z podjazdami. Muszą wykrzesać z siebie max siły na podjeździe, bo na zjeździe odpoczną. To zupełnie inny wysiłek, sprinter i góral inaczej korzystają ze swojej siły.  A ten trzeci rodzaj kolarzy, to tacy, co niby dobrze jeżdżą i sprint i w górach.

Pamiętam pewien maraton, co prawda mtb, natomiast po płaskim. To była Mazovia zdaje się w okolicach Lublina. Płasko jak na stole, kilka mikrych podjazdów, tak więc pedałowanie cały czas. To wtedy przekonałam się jak ciężko ścigać się na płasko. Nie nazwałabym tego mtb, bo z górami ma to tyle wspólnego co nic, natomiast wyścig w płaskim terenie jest trudny ze względu na wytrzymałość, którą się ma, albo nie. Jeśli jesteś wytrzymały to ok, jeśli nie… odpadasz z gry. W czasie ścigania po płaskim nie odpoczniesz.

Szykuje mi się zmiana treningu. Trasa wyścigów eliminacyjnych i finału to 18 km. U mnie, w górach Świętokrzyskich na dystansie 20 km zaliczyłabym już ze 4-5 gór, czyli przynajmniej 4-5 razy mogłabym odpoczywać na zjazdach, a tu trzeba będzie po prostu jechać i klepać pacierze, żeby przetrzymać pieczenie nóg. Utrudni mi to też rower, bo nie jadę na szosówce. Przystosuję Skarbusia do wyścigu, natomiast tak jak z wróbla kanarka nie zrobisz, tak z górala nie zrobię szosówki. No ale na takim jeżdżę, na takim chcę się ścigać, to świadoma decyzja.

Tym, którzy myślą: eee co to za trudność ścigać się po płaskim, że to niby takie proste proponuję przejechać 18 km eliminacji i 18 km finału po płaskim na pełnej mocy. Może najpierw niech spróbują przejechać… 5-10 km na maxa. Ciekawe na którym kilometrze zaczną piec mięśnie?

Setki kolarzy, pewnie większość z niech to sprinterzy… i w tym wszystkim jestem ja – typowa góralka. Lubię podjazdy, dobrze się na nich czuję, lubię je pokonywać. Lubię budować swoją wytrzymałość, lubię treningi interwałowe na podjazdach. A czeka mnie próba sprintu. Muszę nauczyć się rozpędzać, bo na trasie Bydgoszcz Cycling Challenge, będzie sporo zakrętów. Po pokonaniu każdego z nich trzeba się rozpędzić. To będzie moja próba przez duże P. Muszę nastawić się na to, że będzie piekło. Nogi będą palić żywym ogniem.

Za parę dni początek marca… no coż… trzeba ochoczo zacząć treningi, żeby nie narobić sobie obciachu  😉

Do zobaczenia na starcie w Bydgoszczy!

 

Dodaj komentarz

Top