Parszywa dwunastka nie bierze jeńców – Dirty Dozen Bike Race

Parszywa dwunastka, Dirty Dozen Bike Race, to wiele mówiąca nazwa wyczerpującego wyścigu rowerowego odbywającego się w Pittsburgu, w Pensylwanii. Miasto położone jest na obrzeżach Apallachów. Uczestnicy mówią, że jest to świetny sposób na spalenie obiadu zjedzonego w Święto Dziękczynienia, które w Ameryce obchodzone jest w czwarty czwartek listopada, a wyścig organizowany jest w sobotę po święcie. Organizatorem jest  Danny Chew, który ukończył Race Across America (jazda rowerem nonstop, od wybrzeża do wybrzeża) osiem razy i dwa razy wygrywając w 1996 i 1999 roku.

Od 1983 roku każdego roku śmiałkowie stają na starcie wyścigu, żeby na trasie o długości 50 mil pokonać 13 stromych podjazdów, żaden z nich nie schodzi poniżej 20% nachylenia. Zdobywanie tych wzgórz nie jest łatwe, a jeśli dołożymy do tego podjazd pod Canton Avenue, uznaną za prwadopodobnie najbardziej stromą drogę na świecie, mamy pełny obraz trudów wyścigu. Na starcie pierwszego wyścigu stanęło 5 zawodników, w 2011 było ich 300. Jazda pomiędzy wzgórzami odbywa się w średnim tempie. Przed każdym podjazdem zawodnicy słyszą gwizdek, który jest sygnałem do ścigania na podjeździe.  Najlepsi zawodnicy, kobieta i mężczyzna, na każdym podjeździe mogą zbobyć od 1 do 10 punktów. Pierwsze miejsce to 10 punktów, kolejne miejsca o 1 mniej, 10 miejsce to 1 punkt. Zwycięża zawodnik z największą liczbą punktów z całego wyścigu.

Dirty Dozen Bike Race to bolesny i wyczerpujący wyścig, a wielu zawodników ulega trudnościom trasy. To wyścig dla silnych przede wszystkim psychicznie. Pokonanie całej trasy jest nie lada wyzwaniem. Każde kolejne wzgórze to bestia, którą trzeba pokonać, tak jak własne słabości i to jest w sporcie najpiękniejsze.

Źródło: activepittsburgh.com, zdjęcia: internet.

 

 

 

 

Posted in Szosa and tagged , .

Dodaj komentarz